
Po 12 latach, 9 miesiącach i 16 dniach ostatecznie wyjechałam z Norwegii. Nareszcie… Z niewyjaśnionych dla mnie przyczyn, bardzo dbałam o to, by nie przekroczyć 13-tego roku. I udało się 🙂 W czasach zarazy. Moja niezbyt wierząca, dobra koleżanka, z którą dość otwarcie o różnych moich duchowych przeżyciach rozmawiałam, mi napisała, że nawet nie chce mnie na razie pytać jakim cudem tego dokonałam, ale że bez Boga by się to nie udało. Oj tak, tu nie ma żadnych wątpliwości, bez Pana i dobrych ludzi, których mi postawił na drodze, bym zdecydowanie nie dała rady. Chwała Panu!
Skala tego przedsięwzięcia była tak wielka, że nie byłam w stanie objąć jej rozumem, ale jak już we wrześniu podjęłam decyzję (po głębokich namysłach i tabelkach decyzyjnych), to nie pozostało nic innego jak „tylko” zaplanować i wykonać. Na szczęście, do tego wszystkiego zabrałam się razem z Panem, przemodliwszy uprzednio samą decyzję, Jemu zawierzając to wszystko i Jemu rozpaczliwie starając się ufać gdy dopadały miliony wątpliwości, w tym ta jedna, uporczywie pojawiająca się jak refren chwytliwej piosenki, która za nic nie chce wyjść z głowy: „jak sobie z tym poradzę? nie dam rady”. Plan był prosty, najpierw przeżyć zimę a po Nowym Roku bierzemy się do roboty.
W drugiej połowie października, w naszej parafii (St.Hallvard kirke) był Tydzień Misyjny, na który przyjechała posługiwać ekipa x.Rafała Jarosiewicza. Jedną z rzeczy jaka dość mocno mi zapadła w pamięć był fragment konferencji o decyzjach. Że nigdy nie będzie się na 100% pewnym, i że choćby się było pewnym na 80%, 60% czy nawet 51%, żeby jakąś decyzję podjąć. Bo najgorsze co może być to trwanie w niezdecydowaniu i notabene utknięcie w martwym punkcie. To niejako zweryfikowało to, że dobrze było podjąć decyzję, zamiast dalej się zastanawiać. Część wątpliwości, która mną targała od września, odpłynęła w siną dal. Druga rzecz, która również istotny wpływa na mnie miała, to zalecenie by codziennie czytać Pismo Święte. Oczywiście nie był to pierwszy raz, kiedy o tym słyszałam, wręcz przeciwnie, wielokrotnie przewijało się to w różnych konferencjach, na jakie trafiałam albo na żywo albo online, ale tym razem ta myśl padła na podatny grunt i już w adwencie udało się metodycznie, dzień w dzień kawałek pisma przeczytać, jeden rozdział z Nowego Testamentu i jeden psalm. Wpływ, jaki to miało i nadal ma na moją relację z Panem jest niesamowity. Doprawdy, ciężko mi to opisać słowami, poza tym to tak jakbym nasze intymne sekrety wyjawiała, ale mogę powiedzieć, że ta relacja z Panem nagle się taka żywa zrobiła.
Również jakoś w tym czasie, być może przed misjami, przypadkiem trafiłam na kolegę wychodząc z mszy w sąsiedniej parafii, i on mi powiedział, że jego wspólnota będzie organizować warsztaty uwielbienia, prowadzone będą przez kogoś z Polski (Kubę, który na misje w ekipie x.Jarosiewicza przyjechał) i mają trwać około 9 miesięcy i czy aby nie byłabym zainteresowana. Akurat świeżo co sobie wyliczyłam dzień czy dwa wcześniej, że przy moim wstępnym planowaniu to tak może 9 miesięcy w Oslo mi zostało, bo w maju, najpóźniej w czerwcu chciałam już być w PL. A tu proszę, taki kwiatek 🙂 Tego dnia akurat byłam w jakimś wyjątkowo dobrym humorze, niewiele myśląc więc, powiedziałam, że chętnie wezmę w nich udział. Bo śpiewać na chwałę Pana to ja bardzo lubię. Ba! Nawet mam to zapisane na receptę 😀
Na tych warsztatach właśnie, jako zadanie domowe było podane czytanie Pisma codziennie, jeden rozdział z Nowego Testamentu i jeden psalm. To mi przypomniało, że miałam tak robić i teraz rzadko kiedy zdarza się ominąć ten punkt programu, a jak się zdarzy, dzień od razu jest niepełny.
Minął Nowy Rok i nagle się okazało, że wypadałoby już zacząć coś robić w kierunku przeprowadzki, bo my tu gadu gadu a tu luty niedługo. Na samą myśl o tym ile jest do zrobienia ogarniała mnie panika i niemoc wszelka. Natchnęło mnie (tudzież zostałam natchnięta), żeby zrobić sobie przybliżoną oś czasu, aby te zadnia, które mnie czekają, jakoś rozmieścić w czasie, żebym nie musiała się wszystkim naraz martwić, bo to prosta droga do załamania się. Takie rozbicie zadania na mniejsze fazy zdecydowanie uspokoiło moje rozklekotane nerwy i pozwoliło mi „ignorować” następne etapy, dopóki nie uporam się z bieżącym. Metoda małych kroków już nie pierwszy raz okazała się pomocna.
Zdziwieniu memu nie było końca, gdy pach, pach, pach, jeden po drugim, kolejne etapy były gładko zaliczane, nowa praca, sprawa mieszkania w Norwegii, sprawa mieszkania w Polsce. Aż wstyd się przyznać, no bo cały czas w kółko powtarzałam każdemu kto chciał lub nie chciał słuchać, że Pan mnie przez to przeprowadzi, że próbuję ufać Panu, a tu przy każdym pomyślnym wyniku byłam coraz bardziej zdumiona.
Czemu zwątpiłeś, małej wiary?
Mt 14,31
Z Bożą pomocą, wszystkie najważniejsze i najbardziej stresogenne punkty planu były załatwione zanim pandemia rozkręciła się na dobre. Owszem, sprawy się nieco pokomplikowały przy wstrzymaniu ruchu lotniczego, nagle plan by tu przylecieć, tam jeszcze na chwilę skoczyć, wziął w łeb. Ale naprawdę nie ma co narzekać, bo również i tu Pan nie zawiódł, postawił dobrych ludzi na drodze, którzy wspomogli czynem lub słowem, za co jestem im dozgonnie wdzięczna: jedna osoba zgodziła się pozamykać moje sprawy kiedy ja już będę w PL, podsunęła kilka alternatywnych rozwiązań transportowych, dzięki czemu udało się wydostać; inne pomogły w zapakowaniu całego majdanu (a bez nich to pewno do tej pory bym się pakowała); te i jeszcze inne oferowały wsparcie i modlitwę
z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości
Ef 4,2
I tyle Słowa przychodziło po drodze, które dawało otuchę i w punkt trafiało w moje zmartwienia w danym czasie. Na niektóre fragmenty akurat przyszła kolej, na innych się samo otworzyło przy kartkowaniu.
Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga.
2 Kor 1, 3-4
Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy,
a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
Przylgnij do Niego, a nie odstępuj,
abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim.
Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,
a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
Bo w ogniu doświadcza się złoto,
a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.
Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą,
prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
Syr 2, 2-6
«Nie lękaj się, bo cię wykupiłem,
wezwałem cię po imieniu; tyś moim!
Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą,
i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie.
Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się,
i nie strawi cię płomień.
Albowiem Ja jestem Pan, twój Bóg,
Święty Izraela, twój Zbawca.
Daję Egipt jako twój okup,
Kusz i Sabę w zamian za ciebie.
Ponieważ drogi jesteś w moich oczach,
nabrałeś wartości i Ja cię miłuję,
przeto daję ludzi za ciebie
i narody za życie twoje.
Nie lękaj się, bo jestem z tobą.
Przywiodę ze Wschodu twe plemię
i z Zachodu cię pozbieram.
Północy powiem: „Oddaj!”
i Południowi: „Nie zatrzymuj!”
Przywiedź moich synów z daleka
i córki moje z krańców ziemi.
Iz 43, 1-6
Gdyby Pan mi nie udzielił pomocy,
wnet by moja dusza zamieszkała [w kraju] milczenia.
A kiedy myślę: «Moja noga się chwieje»,
wtedy mnie wspiera Twoja łaska, Panie!
Gdy się w moim sercu mnożą niepokoje,
Twoje pociechy mnie orzeźwiają.
Ps 94, 17-19
Tak kompleksowej opieki to się naprawdę nie spodziewałam 🙂
Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny
Łk 1, 49
