W ubiegły weekend wybrałam się do Warszawy na konferencję organizowaną przez Pogłębiarkę o tytule Krok w głąb. Były to dwa dni wypełnione od rana do wieczora dobrymi treściami, modlitwą, przepiękną oprawą muzyczną, spotkaniem. Muszę przyznać że bardzo pozytywnie mnie nastroiło podejście organizatorów, którzy od początku nakreślili, że mamy się wsłuchiwać we własne potrzeby i postępować zgodnie z nimi (zarówno te fizyczne jak i n.p. potrzeba wyjścia na spacer). Niby taki drobiazg, ale od razu ustawił całe spotkanie w innej perspektywie.
Na samym wstępie zaprezentowano cytat św. Ignacego z Loyoli
Nie obfitość wiedzy, ale jej wewnętrzne odczuwanie i smakowanie zadowala i nasyca duszę.
i właśnie temat smakowania życia przewijał się przez większość wykładów, począwszy od najpierwszego prowadzonego przez o. Wojciecha Drążka CMM. Właściwie większość tego co tu przytoczę, jest oparte na notatkach jakie robiłam, mam nadzieję, że oddadzą ducha tego o czym mówił o.Wojciech i że niczego nie przeinaczę.
Zaczął od tego, że szansa na zbawienie jest w uśmiechu i radości. Uśmiech to uniwersalny język komunikacji, bo gdzie by się nie pojechało, niezależnie od bariery językowej, jest rozumiany.
Fundamentem miłości jest relacja, bycie do. Natomiast wyrazem miłości jest pozwolenie życiu by płynęło przeze mnie. Ważna jest nasza decyzja „tak, zgadzam się”. Ta decyzja pomaga odkryć jak cudowne rzeczy zaczynają się dziać, kiedy jestem na tak. Wtedy życie już nie jest zmaganiem się, ale jest radością, która wypływa z uczestniczenia. Zostaliśmy też zaproszeni by bezpośrednio doświadczyć tego, że „żyję”. Bez udziału głowy i myślenia, bo to tylko by przeszkadzało, po prostu tego doświadczyć. Nie tego, że „mam życie” (dobrze by było wyciszyć stary zapis z głowy), tylko, że „JESTEM ŻYCIEM”. Życie przejawia się przez mnie. Jestem emanacją życia.
Smutek może być spowodowany przez mówienie życiu „nie”.
Czy zgadzam się na to, aby być życiem? By życie przepływało przeze mnie?
Jeśli cokolwiek w życiu sprawia nam trudność, to nie są to okoliczności zewnętrzne, ale wprost lub nie wprost wyrażone „nie” względem życia.
Czy są we mnie stanowcze lub subtelne „nie” wobec życia?
Ach… gdyby było inaczej…
Powinno być tak…
Ale co jeśli to lub tamto się wydarzy?
Kiedy to „nie” jest ukryte, to ja nie wiem co to jest, ale jakoś tak mi ciężko.
Czy widzisz, że Ci ciężko w życiu? Warto to rozpoznać.
Co mnie blokuje na życie?
Co chciałbyś usunąć ze swojego życia?
Co chciałbyś, żeby było inaczej?
To właśnie jest źródło tego ciężaru.
Próbuję walczyć z przeciwnościami, grzechem, żyję iluzją, że jak coś sie zmieni, to będzie lepiej.
Na radość/pełnię życia wcale nie trzeba czekać aż coś się zmieni.
To co się zmieni może albo może nie pomóc
Dostęp do pełni życia
Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości.
J 10, 10
Cokolwiek życie by nie przyniosło w danej chwili, to ja jestem na tak.
- Rozpoznać, w których obszarach życia jestem na nie
- Na nic nie muszę czekać, nie jestem na niczyjej łasce
Bóg nie daje trudności, ani nie zabiera. Życie to przynosi.
Wewnętrzne „tak” otwiera
- nie jestem na czyjejś łasce
- ja żyję Łaską
Bóg nic nie musi mi dawać ani zabierać, ale wypełnia mnie, objawia się we mnie, przeze mnie i mimo mnie.
Jesteśmy częścią wspaniałego doświadczenia jakim jest Życie i jego ludzki jak i boski wymiar.
Bóg staje się tym co kocha. Jeśli coś jest, to zawsze będzie znakiem tej Miłości.
Ekspresja życia przychodzi i zaprasza: poczuj, smakuj.
Smakowanie to proces.
Po czym poznać, że jestem już w procesie smakowania? -> rodząca się spontaniczna wdzięczność
Na miarę tego jak płynie wdzięczność, tak wzrasta pełnia życia.
Nosimy w sobie różne obrazy pełni (tak jak i różne obrazy Boga). A potem porównujemy rzeczywistość do tego obrazu.
Jak rzeczywistość mi nie pasuje do obrazu, tym gorzej dla rzeczywistości
A może to odwrócić? Pełnia jest teraz.
Ja nic nie muszę
- nie muszę na nic czekać
- nie muszę nic robić
To co? Taka bierność? Zamknąć się w kącie?
Zamiast cokolwiek musieć, dawać się życiu ponieść.
Dać się życiu zaprosić do tańca, porwać nurtem.
Życie jak kwiaty w domu, wymaga podobnej opieki:
- nie kierować
- przyjrzeć się co może wzmocnić potencjał życia
- jeszcze piękniej (i trudniej) wygląda to w spotkaniu z drugą osobą
Zamiast kombinować, zmieniać, poprawiać, zadać sobie pytanie: czy troszczę się o życie, które we mnie płynie?
To co mam do dyspozycji to tu i teraz, moje życie i kondycja w jakim jest.
Trzeba się zatroszczyć o życie, którym się jest. Nie dlatego, że mam taki obowiązek, ale dlatego, że najgłębszą tęsknotą człowieka jest pełnia.
Nikt tego nie może uczynić oprócz ciebie samej/samego.
Rozpoznać:
- gdzie potrzebuję troski?
- jak mogę się zatroszczyć o pełnię życia?
- jakie są moje potrzeby?
- jakie są moje tęsknoty?
Wziąć do końca odpowiedzialność za życie, którym jestem (tylko ja jestem za to odpowiedzialna)
Może już pojawią się elementy, o które mogę się zatroszczyć, aby pełnia we mnie rozkwitła?
- dam mu ciepło
- przytulenie
- bliskość
- intymność
- dam mu światło
- usuwa mrok i niepokój
- zaprasza do radowania się
- pozwala się włączyć poprzez wdzięczność
- dam mu wodę
- fundamentalny pokarm
- co mnie karmi?
- co sprawia, że wzrastam i dojrzewam
- czy ten pokarm jest czysty, naturalny? (czystą wodę znajdziemy w źródle)
- fundamentalny pokarm
CIEPŁO = ŹRÓDŁO = ŻYCIE => BÓG <=> MIŁOŚĆ
Jak cudownie jest żyć. Jak pięknie być życiem.
Jest zaraźliwe, jak będzie płynąć przeze mnie, rozleje się na moich bliskich.
